Anioł z Czarnogóry. Ludzie podczas podróży

Niewątpliwie jedną z najważniejszych składowych podróży są LUDZIE. To oni tworzą z nami niesamowite wspomnienia z wyjazdu. Nie zawsze też, niestety, te dobre. Uwielbiam poznawać ludzi w drodze, słuchać ich opowieści i inspirować się. Wierzę, że świat jest dobry i, mam nadzieję, że nigdy nie spotkam na swej drodze złego człowieka. Mimo wiary zawszę zachowuję czujność. Niejednokrotnie kierowcy podczas autostopowej wyprawy pytali „czy się nie boję?” – zawsze wtedy odpowiadam „a czy Ty się nie boisz?” 😊 Autostop to obustronne zaufanie.

Prześlicznej urody Anioł, któremu poświęcam ten wpis

Niedługo napiszę post jakie są moje sposoby na zachowanie czujności podczas autostopu. Do tej pory raczej nie zdarzał mi się samotny autostop, brakuje mi jeszcze odwagi, choć myślę, że to kwestia czasu. Tym wpisem chciałam rozpocząć cykl moich trzech wspaniałych doświadczeń.

WDZIĘCZNOŚĆ

Każdy napotkany człowiek jest cudowny i każdemu z nich jestem bardzo wdzięczna. Każdy z nich jest aniołem, który pojawił się na mojej drodze. Niemniej chciałam wyróżnić trzech aniołków, którzy wryli się w moją pamięć i są pierwszymi, o których myślę, gdy pada hasło „autostop – ludzie”.

ANIOŁ Z CZARNOGÓRY

Kobieta ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Przyjęła nas do swego domu jak własne dzieci. Czułam się jakbym miała drugą mamę podczas wyjazdu. Następnego dnia odchodziłam od niej z wielkim wzruszenia.

Poranek zaskoczył nas widokami. Nocą widzieliśmy tylko góry wokół nas.

Dojechaliśmy na miejsce bardzo późno. Zbliżała się godzina 22, było już ciemno i bardzo zimno, dlatego postanowiliśmy zapytać miejscowych czy moglibyśmy rozbić namiot na ich podwórku, w bezpiecznym miejscu. Wybraliśmy dom, w którym przez okno było widać, że ludzie jeszcze nie śpią, a miejsce w ich ogrodzie jest odpowiednie na nasz namiot. Teren bardzo równy, a dom dość duży, który ochraniałby nas od wiatru. Zapukaliśmy do drzwi z nadzieją, ale też z wielkimi obawami, bo sami mamy świadomość jak ktoś może zareagować na obcokrajowców, którzy pukają do drzwi nocą.

Nasz dom w ogrodzie Anioła. Równe podłoże idealnym miejscem na nocleg 🙂 Bo kogo nie denerwują wyrwy w ziemi i kamienie pod śpiworem podczas snu? 🙂

Zgoda na nocleg

Otworzyła starsza przepiękna kobieta, która nie mówiła po angielsku. Spróbowałam po rosyjsku. Chociaż nie wszystko rozumiała to w mgnieniu oka wyraziła zgodę byśmy mogli rozbić swój namiot na Jej podwórku. Co więcej: przyniosła nam gorącą herbatę oraz nalewkę (była wybitna!), choć nie śmieliśmy o cokolwiek więcej prosić. Wystarczyło nam to, że spaliśmy w bezpiecznym miejscu. Kiedy wyjęliśmy swoje jedzenie Kobieta przyniosła nam „pączki bez nadzienia” czyli lokalny przysmak: ustipci. Rano, kiedy się obudziliśmy po niebywale zimnej nocy i otworzyliśmy namiot – czekało na nas śniadanie.

Nalewka, która nas rozgrzała na noc 🙂 I kolacja – lokalny przysmak
Kiedy budzisz się rano po chłodnej nocy a przed wejściem do namiotu zastajesz taki widok…

Kobieta zapytała czy nie chcemy skorzystać z łazienki, a dodatkowo dała mi suszarkę. Zawsze rozczulają mnie gesty ludzi, którzy wiedzą co jest potrzebne w podróży. Np. pytają czy nie potrzebujemy sznurka bądź woreczków, które się zawsze przydadzą (na kanapki, na mokre ciuchy czy na śmieci). Mogłam rano wysuszyć włosy i umalować się przed dużym lustrem. Dzięki tej Kobiecie mogłam poczuć się jak księżniczka 😊 Bo wiadomo, że w podróży nie makijaż jest najważniejszy. Na drogę otrzymaliśmy słodycze i orzechy.

Smutek z powodu zgubionego klapka pod prysznic w trakcie podróży.

To co mnie pozytywnie zaskoczyło i wzruszyło to to, że jest to starsza kobieta, a tacy ludzie nie wydają mi się szaleni i raczej nie spodziewałam się, że wyrazi Ona zgodę na nocleg. Ponadto mieliśmy barierę językową. A dodatkowo była noc (choć staraliśmy się oświetlać nasze twarze i podejść do tematu z dużym uśmiechem mimo wielkiego zmęczenia i przemoknięcia). Wszyscy sąsiedzi, którzy przychodzili do Naszego Anioła witali się z Nami i zagadywali. W żaden sposób nie odczuliśmy, że jesteśmy niemile widziani. Rano nie musieliśmy się spieszyć i mogliśmy zostać tyle czasu ile potrzebujemy. Każdy inny gest: gorącej herbaty, nalewki, która nas rozgrzała, kolacji, śniadania, możliwości skorzystania z łazienki czy podarki na drogę potęgowały to, że teraz kiedy piszę ten tekst – nadal mam spocone oczy pełne wzruszenia.

Pożegnanie. Ciężkie rozstanie. Czas ruszyć dalej w drogę
Thanks, Mum ♥

Nie ma takich słów by wyrazić wdzięczność za okazaną dobroć. Ludzie są dobrzy. AMEN.

5 ZŁOTYCH ZASAD PODRÓŻOWANIA

Jakie są moje zasady podróżowania? Co stanowi fundament podróży? Poniżej przedstawiam bazę zasad, którymi się kieruję podczas moich wyjazdów, a które ukształtowały się na przestrzeni kilku lat podróżowania.

1. PRZYGOTUJ SIĘ DO PODRÓŻY

Zaplanuj ją. Dowiedz się co warto zwiedzić i zobaczyć. Być może dotrzesz do fenomenalnych miejsc podczas podróżowania, których nie było w przewodniku, ale warto jednak mieć choć minimalne pojęcie o kraju, który chcesz zobaczyć. Mnie byłoby przykro gdyby okazało się, że minęłam jakieś fajne miejsce wyłącznie z powodu mojej niewiedzy. Mając wstępny plan podróży łatwiej jest nim później operować. Moim przykładem jest Sycylia, kiedy zwiedziłam teatr grecki w Syrakuzach, by następnie udać się do Taorminy. Tam nie miałam dużo wolnego czasu, i mimo tego, że w przewodnikach pierwszą pozycją do zwiedzania Taorminy był właśnie teatr grecki, to ja mogłam pozwolić sobie na pominięcie tego miejsca, bo wystarczył mi teatr syrakuzański.

Teatr grecki w Syrakuzach

O Syrakuzach i Taorminie pisałam TU i TU.

Oczywiście nie neguję spontanicznego podróżowania bez przygotowania, jednak w moim odczuciu choć minimalną bazę zwiedzania warto mieć. Podczas autostopowej podróży po Bałkanach łatwiej mi było ominąć Park Narodowy Jezior Plitwickich w Chorwacji z powodu beznadziejnej pogody, ponieważ wiedziałam, że w Bośni i Hercegowinie  będę miała możliwość zobaczyć Wodospady Kravica, które w jakiś sposób wynagrodzą mi ominięcie Plitvicy podczas ulewy.

Wodospady Kravica w Bośni i Hercegowinie

PROTIP: Zawsze gdy wyjeżdżam do danego kraju mam spisane adresy i numery telefonów do ambasad i konsulatów. Ponadto wypisuję adresy informacji turystycznych w większych miastach (można się poradzić, zgarnąć mapę, kupić pamiątkę czy dowiedzieć się gdzie jest najbliższa toaleta). Niejednokrotnie podczas podróżowania korzystałam z tych notatek.

2. NAUCZ SIĘ KILKU SŁÓWEK JĘZYKA KRAJU, KTÓRY ODWIEDZASZ

Paryski poliglota 🙂

Zwykłe „dzień dobry” idąc do sklepu czy „dziękuję”. Czy nie jest nam milej kiedy obcokrajowiec powie do nas choć jedno słowo w języku polskim? Czy wtedy nie doceniamy, że się tego nauczył? Podczas podróży bardzo często mijamy wielu naganiaczy, którzy oferują bilety bez kolejki, proponują kupno róży dla wybranki bądź magnesy. Zawsze podziwiam takie osoby, bo wydają mi się poliglotami. Ogromne wrażenie zrobili na mnie sprzedający magnesy w Paryżu, którzy już z daleka potrafili wyczuć z jakiego jesteśmy kraju. Milo jest słyszeć, że kojarzą Jana Pawła II czy Lewandowskiego

3. POSMAKUJ KUCHNI, SPRÓBUJ LOKALNYCH PRODUKTÓW

Przy pierwszych wyjazdach, jeszcze za czasów studenckich, wybierałam tę – wiecznie towarzyszącą niskobudżetowym wyjazdom – konserwę. W ten sposób nie spróbowałam wielu rzeczy. Na szczęście szybko się nauczyłam, że podróż to także smakowanie kuchni danego kraju. Nie obcy jest mi smak syberyjskiej „gumy do żucia” z żywicy; lody najlepsze są we Włoszech, żabie udka smakują jak kurczak, a kapusta morska nad Bajkałem to zupełnie nie moja bajka. Snickers gruziński wcale nie jest snickersem, a kroszka-kartoszka to moje ulubione danie rosyjskie. A w moim barku goszczą litewskie miodowniki, nalewka z granatu z Bośni oraz Vana Tallinn – pamiątkowy likier po studiach w Estonii. Nie  wiem jednak czy znajdę tyle odwagi na zjedzenie robaków w Azji 😀

4. PRZESTRZEGAJ SAVOIR-VIVRE

I nie mam tu na myśli jedzenia banana nożem i widelcem  tak jak mówią zasady savoir-vivre 😀

Uszanuj mieszkańców oraz ich kulturę. W miejsca święte ubieraj się jak należy, jadąc w kraje arabskie zwróć szczególną uwagę na swój strój. Jeśli wchodzisz do buddyjskiego dacanu to zgodnie  z ruchem wskazówek zegara. Nigdy się nie cofaj. Nie stawaj tyłem do buddy. Uszanuj miejsca gdzie nie można robić zdjęć. (Ja też nie jestem fair – mam zdjęcie z kaplicy sykstyńskiej). Nie zostawiaj śmieci. Bądź kulturalny.

Zrób dobry uczynek. Zabierz śmieci ze sobą. Tajga to nie wysypisko – SYBERIA

5. ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ

Co z tego, że zrobisz milion zdjęć Wieży Eiffla jeśli nawet się na chwilę nie zatrzymasz… Pobiegniesz do kolejnej atrakcji, a po powrocie do domu nawet nie otworzysz folderu ze zdjęciami. Czy nie lepiej chwilę pokontemplować, po prostu popatrzeć? Nie spiesz się, popatrz na krajobrazy, poobserwuj ludzi, pooddychaj tym powietrzem. Nocleg przy plantacji winogron na Słowenii, samotne kąpiele w wodospadach w Bośni, obserwowanie ludzi na Placu Czerwonym w Moskwie i wiele innych miejsc nie miałyby takiej siły, gdybym zwiedzała je w biegu. Wspomnienie picia wina na Polach Marsowych w Paryżu z migającą Wieżą Eiffla w tle jest dużo bardziej mocne aniżeli wszystkie zdjęcia jakie przywiozłam z tego miejsca.

Obiad w Mostarze w BiH. W tle słynny most. Jedne z lepszych chwil podczas mojej podróży autostopowej po Bałkanach.