Jak wejść na wulkan? Etna w listopadzie 2018

Etna to obecnie najwyższy i największy w Europie stożek wulkaniczny wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2013 roku. Należy pamiętać, że Etna to czynny wulkan, który ostatnio swoją aktywność pokazał w grudniu 2018r. Charakterystyczne zjawiska dla wulkanu to białe i czarne dymy, deszcz popiołów i kamieni, strumienie lawy i trzęsienie ziemi. Etna ma 4 główne kratery oraz setki kraterów bocznych. Główny zbiornik sięga 25 km w głąb ziemi i mierzy temperaturę 1000*C. Ciekawostką jest, że na wulkanie można uprawiać narciarstwo – co przyciąga rzeszę turystów. O swoich wrażeniach pisałam w poprzednim wpisie. Jak się przygotować do wejścia na wulkan?

POGODA

Bez wątpienia jednym z najważniejszych czynników wpływających na nasze wejście na Etnę jest pogoda. To od niej zależy czy w ogóle dojdzie do wspinaczki. Pogoda wpływa m.in. na widoki, a także na to ile sił poświęcimy na wspinaczkę. Przy ogromnym wietrze idzie to dość opornie. Dlatego jeśli planujecie Sycylię na kilka dni to sprawdźcie wcześniej najlepszą prognozę na Etnie, bo pogoda bywa chimeryczna 😊

NSWE: Moja podróż odbyła się w listopadzie 2018 r. W dniu, w którym planowałam wspinaczkę był cały autobus z Katanii pełen ludzi, ale jeszcze dzień wcześniej chętnych było połowę. Temperatura na Etnie wskazywała wówczas 1*C. W Katanii jest ok 20*C więcej. Weźcie to pod uwagę.

Jaka pogoda towarzyszyła podczas wspinaczki?

NSWE: Początkowo piękne rozgrzewające słońce, im wyżej tym bardziej wietrznie, że czapka i kurtka poszły w ruch. W drodze powrotnej nagła zmiana pogody: deszcz, mgła, ograniczona widoczność, wilgotna powierzchnia pod nogami i bardzo zimno.

Porządnie się przygotuj do trekkingu. Zwróć uwagę na sypką powierzchnię, która spowalnia ruchy i powoduje, że osuwamy się w dół. Odpowiednie buty są niezbędne.

CO ZE SOBĄ ZABRAĆ?

  • porządne buty – droga usypana jest z kamyczków. Koniecznie gruba podeszwa!
  • porządna wiatrówka
  • długie spodnie, ciepły polar
  • okulary przeciwsłoneczne
  • czapka/chustka – od wiatru, na głowę i uszy, ale też od deszczu czy śniegu
  • jedzonko i woda 🙂

NSWE: Można się posilić przy pierwszym postoju, jednak ceny są zaporowe 🙂 Tam również można wypożyczyć kurtkę lub buty na dalszy trekking. Ponadto w schronisku znajduje się sklep gdzie można nabyć pamiątki np. magnesy z lawy czy likier z pistacji 🙂

  • opcjonalnie: krem z filtrem
  • wydrukowana mapa lub mapka w telefonie
  • aparat fotograficzny
Pamiątki z lawy do kupienia w schronisku 🙂

DOJAZD Z KATANII

Z Katanii kursuje autobus przewoźnika „AST”. Jeździ do parkingu Rifugio Sapienza skąd zaczynamy trekking. Autobus kursuje codziennie (oprócz niedzieli) z prowizorycznego dworca autobusowego. Ze stanowiska nr 10. Podróż trwa ok 2h, z półgodzinną przerwą (ok. godz. 9.00) na kawę w miejscowości Nicolosi. W podróży powrotnej nie ma pauzy. Autobus zatrzymuje się w Katanii dla wysiadających w kilku miejscach.

Na dworcu kierujcie się w stronę knajpek, gdzie obok znajduje się ta boczna ulica. Zaznaczyłam w kółko miejsce gdzie można kupić bilet.

Latem: są 2 kursy w godz. 8.15 i 11.20 . Powrót: 11.45 i 16.30

Jesienią: wyłącznie jeden kurs o godz. 8.15. Powrót: 16.30

Gdzie można kupić bilety?

Bilety można kupić wyłącznie w dniu wycieczki, od godziny 7.30 w sklepiku przy dworcu. Należy zauważyć sklepy przy dworcu i udać się w boczną uliczkę, którą wskazuję poniżej. Koszt 6,60e w dwie strony. Bilet powrotny kupujemy od razu.

Kiedy na dworcu zauważysz knajpki to kieruj się w boczną uliczkę. Wskazuje ją żółty znak RENT A CAR. Będzie Wam łatwiej trafić 🙂

Jeśli chcesz dojechać samochodem to pamiętaj, że drogi są wąskie i kręte. Parking kosztuje 2e za 1h lub 6e za cały dzień.

PROTIP: W autobusie dobrze jest usiąść po lewej stronie, ponieważ będziemy mijać domek zalany kiedyś lawą. A w drodze powrotnej po prawej stronie 🙂

Domek zalany lawą

ETAPY WEJŚCIA

Rifugio Sapienza- Stazione d’arrivo Funivia 1910 mnpm-2500 mnpm 1 h 50 min
– Torre del Filosofo (piazzale) 2500 mnpm -2900 mnpm 3 h 30 min
– Base Ovest Crateri Sommitali 2900 mnpm – do krateru głównego 4 h 15 min
Rifugio Sapienza ok 1900 mnpm – parking skąd zaczynamy trekking lub wjazd kolejką linową (i dalej ewentualnie jeepem)

1 etap 1900-2500 – Autobus podwozi nas na parking na ok 1910 mnpm. Tam możemy wybrać się na własnych nogach do 2500 mnpm i dalej. Bądź możemy wykupić wjazd kolejką linową. Przejazd trwa kilkanaście minut. Koszt ok 30-35e.

Kolejka linowa 1900-2500 mnpm
Stazione d’arrivo Funivia 2500 mnpm – tutaj możemy odpocząć i coś przekąsić. Skorzystałam z tego zdecydowanie za długo, jednak ciężko jest ‚napatrzeć się’ na takie widoki 🙂

2 etap 2500-2900 – Dalej również możemy iść pieszo lub wykupić miejsce w jeepie, które kosztuje ok 30e. Jeep jedzie na wysokość 2900mnpm kilka minut. Już na parkingu możemy od raz wykupić opcję kolejka+jeep za ok 65e.

Takim autem można się przejechać aż do wysokości 2900 mnpm

3 etap 2900 – do krateru – Wejście blisko krateru jest obowiązkowe z przewodnikiem, jednak w praktyce ludzie idą często sami, na własną odpowiedzialność. Nie zachęcam do takiego zachowania, należy być rozważnym.

Jak widać Sycylijczycy zrobili sobie dość dochodowy biznes z Etny, ponieważ można się tam nieźle wykosztować. Ceny z roku na rok wzrastają.

Boczny krater z boku 🙂

NSWE: Jeśli wspinasz się na Etnę jesienią to weź pod uwagę swoją kondycję, warunki atmosferyczne oraz czas odjazdu autobusu. Istnieje duże ryzyko, że nie zdążysz wejść w okolice krateru głównego jeśli nie skorzystasz z kolejki. Ja w listopadzie, z popsutymi zatokami, które na wysokości dały we znaki, doszłam do ok 2750, choć faktem jest, że długo się zbierałam zanim zaczęłam startować. Pozwoliłam sobie też na baaardzo długą przerwę na stacji 2500mnpm delektując się widokami.

A teraz zapisz sobie numery alarmowe 😊

AMBASADA RP: +39 06.36204200

12 Carabinieri (Karabinierzy)

118 Pronto soccorso (Pogotowie)

113 Polizia stradale (Policja)

115 Vigili del fuoco (Straż pożarna)

Kratery boczne mijane po drodze. Jeśli nie masz sił, albo czasu by wejść na krater główny to możesz zobaczyć kilka wygasłych już kraterów bocznych

CIEKAWOSTKA

Granita – czyli zimny deser sycylijski podobny do lodów prawdopodobnie powstawał ze śniegu z Etny. Śnieg był ważnym towarem dochodowym na wyspach pełnych słońca, dlatego zbierano go zimą w jaskiniach na Etnie, zabezpieczano solą, a następnie słomą, by się nie rozpuścił. Później na osiołkach transportowano do miast.

Żółte pale wskazują drogę jeepom. Dla pieszych są wyznaczone czerwone wstążki, jednak przy wielu turystach nie sposób zgubić ścieżki. To oni wyznaczają trasę. Warto iść po śladach, by się nigdzie nie zapaść

ŻYCZĘ POWODZENIA!

Oraz okna pogodowego, żebyście widoki mieli niezapomniane 🙂

Moja Etna – wejście na wulkan

Etna – czynny wulkan, moje „must see” na Sycylii.

Jak wyglądała moja wspinaczka?

Z KATANII DO SCHRONISKA

Poprzedni dzień spędziłyśmy w uroczych Syrakuzach. Plan na kolejny dzień to Etna. Tego dnia wstałyśmy z samego rana, żeby udać się odpowiednio wcześnie na dworzec. Od niedawna tylko tam i tylko w dniu wyjazdu można kupić bilet na autobus do schroniska położonego u stóp wulkanu. Autobus ma podjechać na prowizoryczny przystanek autobusowy o 8.15. Jesteśmy dużo wcześniej, ale nikt z mieszkańców nie jest w stanie powiedzieć, gdzie możemy kupić bilet. Każdy wskazuje inną możliwość, ostatecznie udaje się nam kupić bilety, by za chwilę wtoczyć się do autobusu. Całą drogę umila nam przewodnik, który opowiada o Etnie, a także zaczepia każdego podróżnika.

W drodze na dworzec w Katanii – stamtąd jeżdżą autobusy w stronę Etny
PODRÓŻ DO SCHRONISKA

Po drodze coraz częściej pojawiają się szarobure widoki. Drzew jakby coraz mniej. Mijamy też dom, który kiedyś został zalany lawą. W powietrzu czuć, że w każdym z nas zaczyna pojawiać się waleczna dusza, by wejść raz dwa na wulkan. Dojeżdżamy. Przewodnik mówi gdzie się kierować, autobus wypluwa powoli wszystkich ludzi. Jedni idą na kolejkę, drudzy rozpoczynają wejście, a jeszcze inni nie mogą się zdecydować jak się ubrać. Ubrałam się na cebulkę, polską cebulkę 🙂 U podnóży wulkanu Etna zaczyna świecić przyjemne słońce, robi się ciepło, ale w głowie mam myśl, że na górze będzie potężny wiatr. Dziś w mieście miało być 23*C, a w okolicach Etny tylko 1*C.  Jestem zmarzluchem. Decyduję się na wzięcie grubszego szalika. Na początku przeklinam, że się tak grubo ubrałam; na górze jednak dziękuję, że przytaszczyłam każdy ciuch ze sobą…

POCZĄTEK WSPINACZKI

Jestem na wysokości 1900 m. n. p. m. Początek drogi jest szokiem, łapię co chwilę oddech, by za chwilę przyzwyczaić się do wysiłku. Świeci piękne słońce, przed nami rozpościera się widok kolejki, ale my dumnie kroczymy przed siebie. Przed nami mnóstwo innych wspinających się. W pewnym momencie zauważam, że jestem ostatnia. Nie przejmuję się, przecież nigdzie mi się nie śpieszy… chociaż w duchu przeliczam skrupulatnie trasę, żeby zdążyć na jedyny powrotny autobus… Powtarzam sobie, że nie muszę wejść na sam szczyt, a z drugiej strony mam takie małe pragnienie by się udało jak najdalej.

ROZGOTOWANE KOPYTKA WCHODZĄ NA WYSOKOŚĆ 2500 M. N. P. M.!

Pierwsza stacja znajduje się na wysokości 2500m.n.p.m. Nigdy nie byłam tak wysoko. Gruziński klasztor Cminda Sameba w Stepancmindzie miał 2170m.n.p.m. Nawet dwudniowe wejście na Szczyt Czerskiego w górach rejonu bajkalskiego na Syberii to „tylko” 2090m.n.p.m. Drogowskaz pokazywał 1 godz. i 50 min. do kolejnego schroniska. Rozbieram się, ubieram, co chwilę oczyszczam popsute zatoki, ale udaje mi się wejść w 1h40min. Moje nogi są jak rozgotowane kopytka! Mam ochotę wyzionąć ducha…

…ale wolę delektować się widokami. Jest pięknie! Jestem z siebie dumna.

Obserwuję ludzi, którzy odpoczywają, jedzą, robią zdjęcia. Na tarasie schroniska jest mnóstwo krzeseł. Biorę jedno i stawiam je przy samym końcu tarasu. Powoli zauważają mnie inni, również biorą krzesła i dołączają. Pierwsze 5 minut patrzę się przed siebie i nie wierzę, że tu jestem.

GORĄCA HERBATA

Kontrolując czas zjadam kanapki. Robi się wietrznie, więc mam ochotę na gorącą herbatę. To moja najdroższa w życiu herbata! Uwielbiam jednak momenty delektowania się herbatą w górach. Nie żałuję więc 3 euro za kubek herbaty i chłonę jak gąbka każdy moment. Delektuję się każdą chwilą. Zerkam na spektakl chmur, które płyną po niebie. Robię mnóstwo zdjęć i uwielbiam każde z nich.

ZAPACH SIARKI

Czas się kurczy, więc trzeba ruszać dalej. Pełna sił, ale też kilka kanapek cięższa ruszam dalej. Dalsza droga nie jest już tak stroma. Idę po drodze, pod nogami już nie osuwają się kawałki zaschniętej lawy. Jest przyjemnie. Ponoć w powietrzu można wyczuć zapach siarki. Może gdybym nie miała zatok jakich mam to bym czuła 😀 Idę wzwyż drogą dla jeepów, kiedy kolejny z nich mnie mija, mam ochotę podłączyć się pod niego… Robi się coraz chłodniej. Jestem zmęczona i mam ochotę się rozebrać, by za chwilę założyć wszystko co mam, bo wieje taki wiatr, że ledwo przenoszę nogę o 30 cm do przodu…

JEDNODNIOWA KLUSKA

Z daleka wyglądam jak jednodniowa kluska, taka trochę już oklapła, ale jednak jeszcze do zjedzenia. Taka, która ma coraz mniej siły, ale dzielnie jeszcze walczy. Podejście nie jest wysokie, ale w połączeniu z brakiem kondycji, przeziębieniem i najgorszym wrogiem – wiatrem – daje trochę popalić. Do 2900mnpm już tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Jestem na 2750mnpm i patrzę na zegarek. Czasu coraz mniej. Nie wiem jak długo będę schodziła (choć zawsze idzie mi to zdecydowanie sprawniej niż wejście i lubię ten etap wspinaczki), więc wraz ze znajomą decydujemy się na powrót.

Nie chcemy ryzykować, że nie zdążymy na jedyny autobus do miasta, który odjeżdża o 16.30. Jest listopad, w okolicach wulkanu niewiele osób mieszka, więc nie chcę ryzykować drogi powrotnej autostopem. Szybciej robi się ciemno. A ja powoli mam ochotę na gorący prysznic i łóżko.

ZEJŚCIE Z ETNY

Decyduję się na powrót drogą dla pojazdów – jest dłuższa, okrężna, ale zdecydowanie bardziej utwardzona, mniej stroma, co ma duże znaczenie przy ślizgających się kawałach lawy pod stopami.. Pogoda staje się chimeryczna. Zmienia się momentalnie jak momentalnie kobieta potrafi zmienić zdanie.

Kiedy dochodzę do schroniska, gdzie trochę wcześniej się delektowałam widokami – tym razem już nie zauważam nic. Nic poza ciemnoszarymi chmurami. To sygnał, że czas się zbierać dalej, może być ciężko w takiej mgle schodzić. Droga się dłuży, robi się coraz chłodniej, coraz zimniej, coraz ciemniej.

MGŁA

Momentalnie pojawia się mgła, idę do przodu choć nic nie widzę. W pewnym momencie gubimy widok kolejki, który był naszym drogowskazem. Droga dla jeepów jest bardzo długa. Nie miałam informacji ile czasu zajmuje ona piechotą. Spotykamy po drodze dwójkę innych ludzi. Uff, nie jesteśmy same. Zauważamy, że skręcają z głównej drogi. Decydujemy się skrócić drogę i schodzić prosto w dół. Zagadujemy do towarzyszy. Są z Ukrainy. Przed oczami nic nie widać. Schodzimy prosto, udaje się nam przeciąć drogę dla jeepów. Nie wiem jak długo jeszcze będziemy schodzić.

Czuję lekki stres. Czy dojdziemy do parkingu? Uda się na czas? Nie zboczymy z drogi? Widoczność jest fatalna, jestem głodna, zmęczona, jest zimno i mokro. Ale nie narzekam. Choć lubię narzekać gdy mi zimno. Tak po prostu mam. Może być deszcz, może być upał, ale jak mi jest zimno to koniec świata. W tej mgle właśnie czułam się jak na końcu świata.

CHWILE ZWĄTPIENIA

Miałam chwilę zwątpienia czy dojdziemy do bazy zanim zrobi się zupełnie ciemno. Ale kiedy jesteś na wulkanie to nie zadzwonisz do znajomego, żeby Cię podwiózł. Sturlać się po lawie też byłoby ciężko. Trzeba po prostu iść przed siebie. Nawet jeśli tego „przed siebie” nie widać… Zauważamy kolejkę. Uff. Jesteśmy na dobrej drodze. Pojawiają się przebłyski życia na tym wulkanie – rośliny – znak, że jesteśmy dość nisko. W oddali pojawia się schronisko. Dziękujemy sobie za wspólne zejście i udajemy się do restauracji, by skosztować nalewki z mango 🙂 Należało się nam 🙂 Mamy jeszcze sporo czasu do odjazdu autobusu. Może gdybyśmy potrafiły oszacować drogę to udałoby się dojść do 2900m.n.p.m. Bo tam teoretycznie kończy się wspinaczka. Ale po co gdybać? Na takiej wysokości pogoda jest nieprzewidywalna. Nie mam żadnego poczucia niespełnienia, że doszłam tylko do 2750m.n.p.m.

Bezpiecznie wturlałyśmy się do autobusu, by za chwilę paść ze zmęczenia. To był dobry dzień.

O informacjach praktycznych możecie przeczytać w TYM WPISIE. Dane z 11.2018 r.