Autostop na Syberii i rosyjska gościnność – Anioł w podróży i Pani Pierożek

Jeździłam stopem po Syberii (tak, wiem, szaleństwo, czasem sama się sobie dziwię jak o tym pomyślę). Tego dnia wziął nas kierowca naczepy. Dojechałyśmy (wraz z koleżanką) wieczorem do Sludianki i w jednym momencie zostałyśmy wręcz wyrzucone na pobocze 😊 Migiem wyskoczyłyśmy z dużego auta, żeby nie blokować drogi. Kiedy tylko zebrałyśmy nasze gigantyczne plecaki był już czas rozejrzeć się za noclegiem.

Kolejny Anioł to kobieta, która spotkała mnie i koleżankę w Sludiance (Rosja, obwód irkucki).

Pani Pierożek 🙂

Zapytałyśmy spacerującej kobiety, gdzie możemy znaleźć nocleg. Wskazała nam ręką odpowiednie miejsce by za chwilę powiedzieć „a co będziecie gdzieś spać – chodźcie do mnie”. Kobieta przygotowała nam kolację oraz dała ogromne łóżko, choć chciałyśmy spać na podłodze w swoich śpiworach. Na początku nie do końca byłam przekonana co do tego noclegu, bo w powietrzu wyczuwałam… alkohol. Ostatecznie spędziłam tam prawie 3 noce. Później już w świeżym powietrzu 😊

(Kiedyś w tym wpisie będą zdjęcia, ale mój dysk umarł 🙁 Mam nadzieję, że da się go odratować 🙁 chlip chlip)

Baza wypadowa na Pik Czerskiego

Sludianka była naszą bazą wypadową w góry na Pik Czerskiego (polskiego badacza, 2090 m.n.p.m.). Do startu w góry jest kilka km więc rano okazało się, że Kobieta poprosiła znajomego by nas tam podrzucił, żebyśmy mogły szybciej zacząć trekking. Trasa wskazywała na 2-3dni przechadzki, więc jedną noc spędziłyśmy w górach w namiocie (i to była najgorsza noc mojego życia 😀 – o tym wkrótce gdy odratuję swój dysk ze zdjęciami :/ No chyba, że nie odratuję…).

Wieczór przed najgorszą moją nocą podczas podróży. Nocleg na Syberii, w górach, w namiotach… Nie wiem dlaczego nie zdecydowałyśmy się na płatny kawałek podłogi przy stacji meteorologicznej…Chociaż teraz nie miałabym o czym opowiadać 😀

Kiedy wróciłyśmy wykończone po 2 dniach trekkingu całe i żywe (serio, był moment, że życie mi przeleciało przed oczami w jednej sekundzie, kiedy kawałek skały, którego się trzymałam – urwał się) to w domu czekała na nas przepyszna kolacja. Pani Pierożek chciała zrobić nam typowe jedzenie rosyjskie, więc zjadłyśmy barszcz… ukraiński 😀 Oraz ziemniaki z rybą.

Wejście na Pik Czerskiego 2090m.n.p.m. Udało się to w 2 dni, choć przewodniki pisały o 3dniach 🙂 Najtrudniejsza wspinaczka w moim życiu 🙂

Rano miałyśmy okazję skosztować kapusty morskiej (nie powtórzyłabym tego :D). Następnego dnia Pani Pierożek oprowadziła nas po mieście. Pokazała dworzec stacji kolejowej kolei transsyberyjskiej z marmuru, zaprowadziła na targ, gdzie kupiłam syberyjską gumę do żucia – żywicę. Wybrałam tę lekko przydymianą – ani to nie smakowało, ani nie pachniało ładnie, ale też nie odrzucało. Niemniej – do gumy to było dalekie 😀 Dla kolejnej przyjemności bym nie spróbowała, ale też nie wykluczam, że za jakiś czas znów będę chciała się przekonać do tego smaku. Wszystkim Wam jednak polecam próbowanie nowych rzeczy, bo życie jest tylko jedno! 😊

Stacja kolejowa z marmuru.

Co mnie zaskoczyło?

To co mnie zdziwiło to otwartość tej kobiety, która zgarnia dwie młode dziewczyny z pobocza drogi z ogromnymi plecakami. Daje nocleg przez 2 doby. Załatwia samochód u kolegi, by ten rano przed swoją pracą odwiózł nas do bazy wypadowej w góry. Czeka 2 dni aż wrócimy z trekkingu i daje jedzenie, które przygotowuje specjalnie pod nas, żebyśmy miały okazje spróbować tradycyjnej kuchni. Następnie oprowadza po mieście, pokazując kolejne typowe syberyjskie rzeczy.

Nie wiedziała o nas NIC. Kompletnie NIC. Ani skąd jesteśmy, ani co robimy, a mimo to od razu zaproponowała nocleg u siebie w domu. Nie bała się. Miałam też lekkie wrażenie, że niejako ‘chwaliła się’ nami na mieście, pokazując „patrzcie, przyjechały do mnie dziewczyny Z EUROPY”. Chociaż to uczucie towarzyszyło nam przez większość naszej podróży nad Bajkał. 😊

Z sześciomiesięczną Barbarą 🙂

Dlaczego Pani Pierożek?

Kobieta miała sześciomiesięczną córeczkę, którą chciała nazwać przez całą ciążę JULIA, ale kiedy córa się urodziła to dostała imię BARBARA (Варвара [Warwara] – ros. przyp. red.) . Rosjanie na Warwarę mówią zdrobniale np. Warja, Warieńka, Warieczka, Wariusza czy Warka 😊 A Kobieta mówiła zdrobniale „Warienik” (ros. Вареник ) co dokładnie znaczy „pierożek” 😊 A córa była tak słodka, że aż chciało się ją zjeść 😊

I pomyśleć, że ten malutki Pierożek, którego mama ugościła nas w domu ma już 6 lat 😊

Pani Pierożek, jak i inni ludzie podczas mej syberyjskiej podróży, potwierdziła mi zdanie, że Rosjanie są gościnnym narodem. A całą podróż słyszałam „ze mną chodźcie, ale dalej już nie można jeździć autostopem, bo to dziki kraj i jest bardzo niebezpiecznie”. Wróciłam cała i zdrowa 😊 Z cudownymi wspomnieniami.

O moich dwóch poprzednich Aniołach pisałam we wpisie o prawosławnych świętach w Serbii oraz o Kobiecie z Czarnogóry.