Prawosławne święta wielkanocne w Serbii

Milos, to chłopak, którego poznaliśmy przez couchsurfing (serwis internetowy, dzięki któremu można otrzymać/zaoferować darmowy nocleg u kogoś) w miejscowości Kraljevo w Serbii.

Czekał na nas do późnej godziny zanim udało się nam dojechać. Spędziliśmy przemiły wieczór na rozmowach z Nim, Jego bratem i wujkiem (byłym nauczycielem języka rosyjskiego, z którym miałam wiele wspólnych tematów do rozmów). Mieliśmy zwiedzić miasto i ruszać dalej, jednak zmieniliśmy plany i spędziliśmy u Milosa 2 noce.

Odpoczynek

Pojechaliśmy do Jego rodziców na wieś by spędzić prawosławne święta wielkanocne razem. Rodzina przyjęła nas bardzo miło. To był czas dużego odpoczynku i relaksu. Doceniany tym bardziej po poprzednim deszczowym dniu. Milos zabrał nas do niedalekiej jaskini, graliśmy w szachy, leżeliśmy na hamaku, rozmawialiśmy ze znajomymi i rodziną.

Tak jak w Polsce symbolem Wielkanocy (dla mnie) jest barszcz czerwony mojej mamy, tak w Serbii poza gotowanymi jajkami nie było czegoś co robi się wyłącznie na święta. Na obiad mama Milosa przygotowała to co jada się też w zwykłą niedzielę, z takim wyjątkiem, że wszystkie wyroby wędlin były domowe. Było też przepyszne ciasto – ulubione ciasto Milosa, które mama upiekła na Jego życzenie 😊 Jaki to był cudowny czas, kiedy tata próbował zrozumieć nas po polsku, mama wygrzebała z pamięci podstawy rosyjskiego, by ze mną porozmawiać, a kiedy nie dawaliśmy rady to tłumaczyliśmy sobie po angielsku 🙂 I nie ważne było to, że jesteśmy obcy, których tamta rodzina widzi pierwszy raz w życiu na oczy…

Ciężko było przerwać ten stan… 🙂

Łapać chwile, nie zabytki

Mimo tego, że święta są bardzo rodzinnym wydarzeniem to zostaliśmy przez rodzinę Milosa otoczeni dużą opieką. Zrozumiałam wtedy, że nie kolejny zobaczony zabytek jest ważny, ale możliwość poznania drugiej kultury będąc trochę dłużej w otoczeniu mieszkańców.

Chrystus Zmartwychwstał!

Serbowie są niewyobrażalnie gościnni. Kiedy jechaliśmy do jaskini to ciągle zatrzymywaliśmy się by się z kimś przywitać. Miałam wrażenie, że tam wszyscy wszystkich znają. Każdy witał się okrzykiem „Христос Васкрсе” czyli „Chrystus Zmartwychwstał”. Kiedy siedzieliśmy przed domem przychodziło mnóstwo osób by ‘postukać się jajkiem’. I przyznam szczerze, że nie zauważyłam w Polsce takiej otwartości na drugiego człowieka. Pewnie bym się zdziwiła gdyby w Wielkanoc przyszło mnóstwo sąsiadów tylko po to by złożyć sobie życzenia czy ‘stuknąć się jajkiem’.

Serbowie wybierają sobie swoje ugotowane jajko a następnie w jednym momencie stukają czubkiem jajka w jajko. To, które pęknie przegrywa, a zwycięzca zabiera oba jajka dla siebie. Rytuał ten robi każdy z każdym i jest przy tym mnóstwo zabawy 😊 Raz mi się udało wygrać 😀

To był czas, który bardzo doceniam. I dziękuję Milosowi za tak ciepłe przyjęcie nas.

W tym roku (2019) to były moje drugie w życiu święta poza domem. 6 lat wcześniej lepiłam królika ze śniegu przed akademikiem w Moskwie. Tym razem, w pełni świadoma, zadecydowałam, że chcę wyjechać w moją podróż autostopem po Bałkanach jeszcze przed świętami . Kiedy wszyscy spędzali czas z rodziną, jedli tradycyjne posiłki i odpoczywali – ja właśnie spałam w niewygodnym i zimnym namiocie gdzieś na Węgrzech… A o barszczu czerwonym i święconce mogłam tylko pomarzyć. Doświadczenie było o tyle ciekawe, że mieliśmy w gronie byłego świadka Jehowy. Dwa dni spędzone z Milosem dały mi namiastkę moich świąt.

Milos, спасибо 🙂

Anioł z Czarnogóry. Ludzie podczas podróży

Niewątpliwie jedną z najważniejszych składowych podróży są LUDZIE. To oni tworzą z nami niesamowite wspomnienia z wyjazdu. Nie zawsze też, niestety, te dobre. Uwielbiam poznawać ludzi w drodze, słuchać ich opowieści i inspirować się. Wierzę, że świat jest dobry i, mam nadzieję, że nigdy nie spotkam na swej drodze złego człowieka. Mimo wiary zawszę zachowuję czujność. Niejednokrotnie kierowcy podczas autostopowej wyprawy pytali „czy się nie boję?” – zawsze wtedy odpowiadam „a czy Ty się nie boisz?” 😊 Autostop to obustronne zaufanie.

Prześlicznej urody Anioł, któremu poświęcam ten wpis

Niedługo napiszę post jakie są moje sposoby na zachowanie czujności podczas autostopu. Do tej pory raczej nie zdarzał mi się samotny autostop, brakuje mi jeszcze odwagi, choć myślę, że to kwestia czasu. Tym wpisem chciałam rozpocząć cykl moich trzech wspaniałych doświadczeń.

WDZIĘCZNOŚĆ

Każdy napotkany człowiek jest cudowny i każdemu z nich jestem bardzo wdzięczna. Każdy z nich jest aniołem, który pojawił się na mojej drodze. Niemniej chciałam wyróżnić trzech aniołków, którzy wryli się w moją pamięć i są pierwszymi, o których myślę, gdy pada hasło „autostop – ludzie”.

ANIOŁ Z CZARNOGÓRY

Kobieta ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Przyjęła nas do swego domu jak własne dzieci. Czułam się jakbym miała drugą mamę podczas wyjazdu. Następnego dnia odchodziłam od niej z wielkim wzruszenia.

Poranek zaskoczył nas widokami. Nocą widzieliśmy tylko góry wokół nas.

Dojechaliśmy na miejsce bardzo późno. Zbliżała się godzina 22, było już ciemno i bardzo zimno, dlatego postanowiliśmy zapytać miejscowych czy moglibyśmy rozbić namiot na ich podwórku, w bezpiecznym miejscu. Wybraliśmy dom, w którym przez okno było widać, że ludzie jeszcze nie śpią, a miejsce w ich ogrodzie jest odpowiednie na nasz namiot. Teren bardzo równy, a dom dość duży, który ochraniałby nas od wiatru. Zapukaliśmy do drzwi z nadzieją, ale też z wielkimi obawami, bo sami mamy świadomość jak ktoś może zareagować na obcokrajowców, którzy pukają do drzwi nocą.

Nasz dom w ogrodzie Anioła. Równe podłoże idealnym miejscem na nocleg 🙂 Bo kogo nie denerwują wyrwy w ziemi i kamienie pod śpiworem podczas snu? 🙂

Zgoda na nocleg

Otworzyła starsza przepiękna kobieta, która nie mówiła po angielsku. Spróbowałam po rosyjsku. Chociaż nie wszystko rozumiała to w mgnieniu oka wyraziła zgodę byśmy mogli rozbić swój namiot na Jej podwórku. Co więcej: przyniosła nam gorącą herbatę oraz nalewkę (była wybitna!), choć nie śmieliśmy o cokolwiek więcej prosić. Wystarczyło nam to, że spaliśmy w bezpiecznym miejscu. Kiedy wyjęliśmy swoje jedzenie Kobieta przyniosła nam „pączki bez nadzienia” czyli lokalny przysmak: ustipci. Rano, kiedy się obudziliśmy po niebywale zimnej nocy i otworzyliśmy namiot – czekało na nas śniadanie.

Nalewka, która nas rozgrzała na noc 🙂 I kolacja – lokalny przysmak
Kiedy budzisz się rano po chłodnej nocy a przed wejściem do namiotu zastajesz taki widok…

Kobieta zapytała czy nie chcemy skorzystać z łazienki, a dodatkowo dała mi suszarkę. Zawsze rozczulają mnie gesty ludzi, którzy wiedzą co jest potrzebne w podróży. Np. pytają czy nie potrzebujemy sznurka bądź woreczków, które się zawsze przydadzą (na kanapki, na mokre ciuchy czy na śmieci). Mogłam rano wysuszyć włosy i umalować się przed dużym lustrem. Dzięki tej Kobiecie mogłam poczuć się jak księżniczka 😊 Bo wiadomo, że w podróży nie makijaż jest najważniejszy. Na drogę otrzymaliśmy słodycze i orzechy.

Smutek z powodu zgubionego klapka pod prysznic w trakcie podróży.

To co mnie pozytywnie zaskoczyło i wzruszyło to to, że jest to starsza kobieta, a tacy ludzie nie wydają mi się szaleni i raczej nie spodziewałam się, że wyrazi Ona zgodę na nocleg. Ponadto mieliśmy barierę językową. A dodatkowo była noc (choć staraliśmy się oświetlać nasze twarze i podejść do tematu z dużym uśmiechem mimo wielkiego zmęczenia i przemoknięcia). Wszyscy sąsiedzi, którzy przychodzili do Naszego Anioła witali się z Nami i zagadywali. W żaden sposób nie odczuliśmy, że jesteśmy niemile widziani. Rano nie musieliśmy się spieszyć i mogliśmy zostać tyle czasu ile potrzebujemy. Każdy inny gest: gorącej herbaty, nalewki, która nas rozgrzała, kolacji, śniadania, możliwości skorzystania z łazienki czy podarki na drogę potęgowały to, że teraz kiedy piszę ten tekst – nadal mam spocone oczy pełne wzruszenia.

Pożegnanie. Ciężkie rozstanie. Czas ruszyć dalej w drogę
Thanks, Mum ♥

Nie ma takich słów by wyrazić wdzięczność za okazaną dobroć. Ludzie są dobrzy. AMEN.